A więc opowieść fantastyczna, jednak Bilbo Baggins w swojej misji zabicia smoka i tak pewnie miał łatwiej niż my, praktykanci w Indiach.
Większa część znanych mi praktykantów w Bombaju pracuje dla TCS. Większość z nich ma wizy typu business, wydawane na rok - takie wymogi stawiał TCS (aby bezproblemowo się zarejestrować w Indiach). A tu nagle okazuje się, że rząd Indyjski, najprawdopodobniej w celu pozbycia się nieuczciwych Chińczyków, stwierdził, że business wiza nie jest już ważna. Stara rzymska zasada "prawo nie działa wstecz", oczywista w Europie, tutaj zbytnio się nie przyjęła. W związku z tym około miesiąca temu dowiedzieliśmy się, że za kilka tygodni bedziemy tutaj nielegalnie i musimy wrócić do swoich krajów. Miodzio.
AIESEC (studencka organizacja, dzięki której tu jestem) próbuje w dalszym ciągu przekonać władze, żeby pozwoliły nam zostać i zmienić wizę bez konieczności wyjazdu z Indii. Cóż, AIESEC India w ostatnich latach jest na dnie, a w tym roku wziął się ostro za pogłębianie rowu. Właściwie z naszej perspektywy ciężko było zauważyć, że istnieje. Chociaż muszę przyznać, że wydaje się, iż coś się zmienia na lepsze. Dzisiaj mieli ostatnią sesję rozmów z władzami. Jednak z tego co wiem, nie udało im się wiele załatwić, a jutro dowiemy się ostatecznie, czy musimy wracać czy nie.
AIESEC Polska wykazał się dobrym refleksem - powiadomili mnie o całej sytuacji z wizami na długo zanim dowiedziałem się o tym od TCS i innych praktykantów (początkowo myślałem że coś im się pomyliło). Jednakże, mimo wysłania wszystkich potrzebnych danych i zapewnień z ich strony, że nie będę zmuszony do powrotu, dalej nie dostałem żadnych dokumentów czy pomocnych informacji, a ostateczny termin (wolę angielskie tłumaczenie "DEADline" :) upływa w sobotę.
Plus jest taki, że TCS zapłaci mi za bilet lotniczy w obie strony. Ale są tutaj osoby (pracujące w innych firmach), które nie mają tyle szczęścia. Ja mogę to potraktować jako darmowe, płatne wakacje w domku, ale niektórzy mogą mieć dość negatywne odczucia (pewnie określili by te uczucia w trochę inny sposób, ale ja się powstrzymam od wiązanek wulgaryzmów). Minus natomiast był taki, że w celu wysłania mojej firmie wszystkich ważnych informacji musiałem ganiać po Goa w poszukiwaniu kafejek internetowych zamiast relaksować się na plaży.
Cóż rzec.. c'est la vie!
:( - bez komentarza
OdpowiedzUsuń...a z drugiej strony ładne te wakacje miałeś :)
..podobno najwieksze okazje zdarzaja sie w czasie przeciwnosci..a gdyby wszystko czego probujemy osiagane bylo zgodnie z planem -jak nudne byloby zycie! lec wiec do domku jak trzeba,wracaj szczesliwie i pisz ciag dalszy..czekamy
OdpowiedzUsuń